Recenzja Exposure 3010S2D AMP - wstereo.pl

Mówiąc o brytyjskim sprzęcie hi-fi używa się często przymiotnika “klasyczny”. Bo to właśnie miedzy innymi Brytyjczycy położyli podwaliny pod współczesny przemysł sprzętu do odtwarzania muzyki w wysokiej jakości. Zawsze postrzegani byli też jako nieco konserwatywni, co miało gwarantować wysoką jakość produkowanych przez nich urządzeń. I jedną z takich “klasycznych” firm jest Exposure. Sprawdziliśmy ich wzmacniacz zintegrowany. Oto test Exposure 3010S2 D. Firma Exposure powstała w 1974 roku, założył ją John Farlowe. Od początku wielką wagę poświęcano inżynierskim projektom, urządzenia miały być solidnie zaprojektowane, z dobrym zasilaniem i krótką ścieżką sygnału. Choć sam Farlowe chwalił się, że ostateczny szlif ich produkty uzyskują w czasie sesji odsłuchowych, w których uczestniczyli słynni muzycy, miedzy innymi z grupy Pink Floyd oraz David Bowie. Komponenty tej firmy zawsze były też przykładem wzorniczego minimalizmu – proste, skromne o klasycznych kształtach. Tylko seria MCX wyróżniała się wyszukanym designem. Oferta Exposure zawsze była prosta i uporządkowana, i tak jest do dziś. Urządzenia podzielone są na cztery serie oznaczone numerami: 1010, 2010S, 3010S, 5010 oraz serię XM. Ta ostatnia ma charakterystyczne wąskie obudowy o szerokości połowy klasycznych klocków (ok. 22 cm). W seriach znajdziemy wzmacniacze zintegrowane, preampy (także gramofonowe), stereofoniczne końcówki mocy i monobloki, oraz źródła – odtwarzacze CD i przetworniki cyfrowo-analogowe (DAC). Testowany wzmacniacz Exposure 3010S2 D należy do drugiej od góry linii w ofercie firmy, znajdziemy w niej także preamp, monobloki, końcówkę mocy, preamp gramofonowy i odtwarzacz CD. Integra w podstawowej wersji, bez modułu DAC i preampu gramofonowego kosztuje 9 190 złotych, zaliczyć ją należy do klasy A (wyższa klasa cenowa od 8 do 15 tys. zł).

Zanim rozbierzemy brzmienie Exposure 3010S2 D na czynniki pierwsze, warto spróbować oddać ogólny rys brzmienia tego wzmacniacza. A jak wiadomo w takich momentach najlepiej sięgnąć po metaforę lub porównanie. Kilka razy posiłkowałem się już terminologią kulinarną czy sportową, używałem też porównań do pięknych kobiet, dlatego tym razem spróbuję czegoś innego. Brytyjski wzmacniacz jest jak brytyjski dżentelmen: z dobrymi manierami, dystyngowany, kulturalny, w niektórych aspektach nieco stonowany, zawsze dokładny i opanowany. To przeciwieństwo rozkrzyczanego, mocno gestykulującego Włocha w sportowej marynarce i czerwonych butach czy Hiszpana w dżinsach i koszuli. Nasz dżentelmen ubrany jest w nienagannie skrojony garnitur, na nogach ma klasyczne buty, jest pod krawatem, pachnie dobrą wodą kolońską. Jednak kiedy przyjrzymy mu się bliżej, to okaże się, że pod tym garniturem jest sporo mięśni kryjących siłę i stanowczość. I jeśli tego dżentelmena ktoś na przyjęciu czymś zirytuje, to w mgnieniu oka zareaguje, momentalnie założy mu chwyt obezwładniający i wyprowadzi z przyjęcia. A jeśli trzeba będzie, to wyprowadzi celny cios. I taki jest właśnie Exposure 3010S2 D. Z pozoru zwykły wzmacniacz, ale kiedy posłuchamy czegoś z mocno zaznaczonym rytmem albo przekręcimy gałkę głośności a prawo – zaczyna dokazywać. No dobrze, wystarczy metafor. Zaczniemy od rytmu i dynamiki, bo w tym brytyjska integra jest naprawdę bardzo, bardzo mocna. Jeśli lubicie skoczne kawałki, jeśli chcecie ruszać nogą i stukać ręką w oparcie fotele, to ten wzmacniacz możecie wpisać na listę do posłuchania. Exposure 3010S2 D lubi rocka, dobry pop i tym podobne rzeczy. Wyraźnie zaznacza atak na dźwięki, nie przeciąga ich ponad miarę, kontroluje i odważa precyzyjnie. I co ważne – nie boi się wysokich poziomów głośności. Ba, wręcz lubi pograć odważnie. Ważne, że wraz z nabieraniem wigoru nie wkrada się w jego brzmienie chaos, cały czas świetnie panuje nad muzyką. Exposure 3010S2 D świetnie radzi sobie z mikrodynamiką oddając z pietyzmem transjenty a co najważniejsze – bardzo dobrze je różnicuje. Pokazuje, jak różne może być narastanie dźwięków nawet w obrębie jednego utworu A to powoduje, że muzyka pod względem rytmicznym nie jest nudna, pulsuje i żyje. Posłuchajcie świetnych perkusistów – Manu Katche, Marylin Mazur, Neila Parta z Rush. Wszelkie przeszkadzajki, talerze, bębenki, dzwoneczki mienią się jakby oświetlone punktowymi reflektorami(...)

Czytaj pełną recenzję na stronie internetowej magazynu wstereo.pl