Recenzja Exposure XM7 i XM9 - Audio

Z czym kojarzy się Exposure? Z konkretnym rodzajem dźwięku czy z ogólnie rozumianą (ale jak?) brytyjską "szkołą", czy jeszcze z czymś innym, czy w ogóle? Z czymkolwiek, przestaje to mieć znaczenie, gdy usłyszymy nowy system tej marki. Może ktoś dalej będzie kombinował, co mu to przypomina, ale większość chyba po prostu ulegnie temu brzmieniu, będzie się z niego cieszyła bez niepotrzebnego filozofowania, szukania korzeni i dziury w całym. Bo brzmienie to jest właśnie takie, jakby chciało nas przekonać, że nie ma sensu wspominanie, sentymentalizowanie i dzielenie włosa na czworo, że dopóki słyszymy... słuchajmy ku naszej radości, a nie dla jakiejś nieuchwytnej idei. Mniej wyrafinowania, może nawet mniej kultury, bez ceregieli, bez patosu, za to z wigorem, wprost i na odlew - Exposure daje czadu. To wzmacniacz, który od pierwszych do ostatnich dźwięków pokazuje pazur i charakter. A skoro tak, to oczywiście nie jest to brzmienie złotego środka, idealnie neutralne i zrównoważone, wszechstronne i zdolne wpasować się w każdą sytuację i każdy klimat. Odwrotnie - Exposure każde nagranie przerabia na swoją modłę. Na co wielu purystów się oburzy, jednak zanim machną ręką, niech sami posłuchają. No dobrze, trochę przesadzam, wzmacniacze nie robią jednak takiego własnego "szoł" jak kolumny, mówimy o różnicach w skali bezwzględnej, mieszczących się wciąż w ogólnych ramach równowagi, Exposure przecież nie podbija żadnego zakresu o kilka decybeli, nie ma obaw o rozjaśnienie czy przebasowienie.

Nie jestem też tym brzmieniem tak bardzo zaskoczony. Exposure już wcześniej grały w tym stylu. Teraz trochę robię sensację, bo na tle konkurentów i w panoramie brzmień wzmacniaczy to coś zupełnie innego, coś specjalnego. Brzmienie jest pełne ekspresji i rozmachu. Jest żywe nie tyle detalicznością, co dynamiką. Exposure nie cyzeluje szczegółów, nie zatrzymuje naszej uwagi na poszczególnych elementach brzmienia, lecz przekonuje siłą spójności. Zwykle ocieplenie w naszych (i nie tylko naszych) opisach odnosi się do nasycenia i przewagi niskich rejestrów i wiąże się raczej z uspokojeniem i brakiem temperamentu (ciepłe kluchy?); chętnie przypisałbym Exposure nawet cechę podgrzania, jednak w innym znaczeniu - zwiększenia emocji, natomiast w skali częstotliwości trudno dostrzec tu związek z podkreśleniem lub osłabieniem jakiegoś zakresu częstotliwości.

Czytaj pełną recenzję na stronie internetowej magazynu Audio