Recenzja Exposure 2010S2 CD - HighFidelity

Exposure to tzw. „hardcorowa” firma z Wielkiej Brytanii. Chodzi o to, że to stosunkowo niewielki brand, zakorzeniony w kraju za kanałem La Manche, projektujący i produkujący swoje urządzenia właśnie tam, w Portslade w hrabstwie East Sussex. Hasło dodawane w jej materiałach firmowych, tuż pod logiem, potwierdza tego typu aspiracje, brzmi bowiem: „high fidelity engineering since 1974”. W tym roku John Farlowe, założyciel Exposure, postanowił bowiem swoje doświadczenia do hi-fi przenieść ze studia nagraniowego, gdzie pracował m.in. z Davidem Bowie i Pink Floyd, do świata audio.
Testowany odtwarzacz należy do najbardziej dostępnej cenowo serii tego producenta i zastępuje urządzenie o tym samym symbolu, tyle, że z przyrostkiem S, który z kolei zastąpił wersję w ogóle bez przyrostka. Oznacza to, że zmiany nie są jakieś duże, a chodzi raczej o „dopieszczenie” szczegółów. Podobnie postępują zresztą takie firmy, jak Marantz (niedawno wymienił swoje urządzenia na wersje S2), czy Cambridge Audio (nowe serie V2). 

 

xposure jest niezwykle równym, bardzo smakowicie przyrządzonym odtwarzaczem CD. Odsłuchując go dość łatwo można wyznaczyć pewną bazę, wspólną z innymi brytyjskimi firmami, jak Naim i Cyrus, a także – co jest dość zaskakujące – z japońskim CEC-em. Są też oczywiście różnice, jednak można chyba mówić w tym przypadku o pewnej „grupie” produktów, których twórcy mieli, najwyraźniej, zbliżone wizje tego, jak produkt za dane pieniądze powinien brzmieć. Jak mówię, najważniejsze w tym przypadku jest to, że odtwarzacz 2010S2 gra równie dobrze, z równym zaangażowaniem, że tak powiem, każdy rodzaj muzyki. Choć test rozpocząłem od płyty grupy Diorama (elektronika, post-gothic, niemiecka grupa wydawana przez Adriana Hates’a, wokalistę Diary of Dreams), to bez trudu, zadziwiająco gładko przeszedłem następnie do saksofonu Hanka Mobleya z najnowszej reedycji płyty Soul Station, przez Franka Sinatrę na SHM-CD, a skończyłem na Madeleine Peyroux z nowej płyty Bare Bones, której zresztą w tej chwili słucham. Urządzenie ładnie różnicuje nagrania, nie podaje ich wszystkich tak samo, choć oczywiście nadaje im swój własny rys. Nawet wówczas stara się jednak oddać przede wszystkim emocjonalną tkankę muzyki, stara się zbudować spójny przekaz, akcentując elementy zwykle najważniejsze. Exposure gra bowiem dość mocnym, pełnym dźwiękiem. Dość łatwo pomylić tego typu przekaz z ociepleniem. Głos Madeleine Peyroux był bowiem nasycony i pełny, podobnie, jak trąbka Kenny’ego Dorhama z płyty Quiet Kenny. To jednak tylko próba zaznaczenia lidera, próba określenia tego, co w nagraniu najważniejsze. Nie ma tu jednak mowy o ociepleniu. Głos Sinatry, w wersji SHM-CD naprawdę duży, według niektórych ZA duży (ale nie według mnie, żeby była jasność), był bowiem nieco mniejszy niż odtwarzacza odniesienia. Jeśliby to było „rozdęcie”, jakie czasem ma miejsce w odtwarzaczach z wyjściem lampowym, to właśnie męski głos w tym typie powinien zostać „dopalony”. Tutaj tego efektu nie było.

Czytaj pełną recenzję na stronie internetowej magazynu High Fidelity