Recenzja Exposure 2010S2 AMP+CD - StereoLife

Firma Exposure nie od dziś kojarzy się audiofilom z solidnie zbudowanymi i dobrze brzmiącymi systemami stereofonicznymi. Mimo upływu lat i zmian zachodzących w tym czasie na rynku audio, brytyjska manufaktura pozostała wierna prostemu i solidnemu wyglądowi. W urządzeniach tej marki nasze oczy zawsze cieszą wypolerowane, metalowe panele frontowe oraz ciężkie, klasyczne obudowy. Założyciel marki, niejaki John Farlowe kieruje swoje produkty do szerokiego grona odbiorców. Oferta zaczyna się od klocków za dwa i pół tysiąca złotych, a kończy na systemie referencyjnym MCX, na który trzeba wyłożyć prawie sto tysięcy. Niezależnie na jakim poziomie jesteśmy i czego szukamy, Exposure powinien trafić w gust tradycjonalistów rozglądających się za eleganckimi komponentami dwukanałowymi. Widać to nawet w modelach z najniższej serii 1010 – to minimalistyczne klocki skierowane do audiofilów, którzy zamiast migających wyświetlaczy wolą solidne i proste konstrukcje. Modele, które trafiły do naszej redakcji to właściwie klasyka smaku.

 

Brzmienie

Test rozpoczęłam od przesłuchania klocków w systemie, bez rozdzielania czy dozowania emocji. Już po pierwszych minutach dało się wyczuć duży power i rozmach. Każda następna płyta dawała więcej zabawy i przyjemności, szczególnie jeśli były to kawałki z mocniejszym basem. Jego dobra kontrola nadawała muzyce tempo – elektronika znakomicie panowała nad wooferami. Co ciekawe, w żadnym momencie nie czuło się braków dynamiki, nawet przy bardzo wysokich poziomach głośności. 75 W przy 8 omach to niezły wynik, ale też nie żaden rekord świata. Sam wzmacniacz wygląda dość niepozornie, ale to mylące, bo w środku czai się prawdziwa bestia. Nawet jeśli macie wymagające kolumny i lubicie przekręcać potencjometr mocno w prawo, ten piecyk nie wymięknie. Ale umiejętność kontrolowania niskich tonów i tak zwane łupniecie to nie jedyne pozytywne cechy tego systemu. Miłym zaskoczeniem była barwa, stereofonia oraz ogólna namacalność dźwięku. W kwestii przestrzeni brytyjski system preferował raczej bliski plan, co w połączeniu z niesamowitą energią zaowocowało dużym realizmem przekazu. Exposure to nie brytyjska flegma – to sprzęt bardzo konkretny i bezpośredni. Muzyka w jego wydaniu jest pełna życia. Nie ma co owijać w bawełnę – ten dźwięk zapierdziela aż miło.

Z biegiem czasu system tak mnie wciągnął, że musiałam się zastanowić czy ma jakieś cechy, które mogłyby komuś nie pasować. Najprostszym rozwiązaniem było rozdzielenie klocków. Dzięki temu doszłam do wniosku, że odrobinę wyższy poziom prezentuje wzmacniacz. Choć nie jest to duża przewaga, to śmiało można stwierdzić, że to właśnie integra dysponuje ciekawszymi cechami i nadaje brzmieniu charakteru. Odtwarzacz nie ma w sobie aż takiej magii – jego bas jest lżejszy, a całość jakby zmiękczona, delikatnie uspokojona. Jest to konstrukcja jak najbardziej udana i dobra, ale po prostu nie robi aż takiego wrażenia. A może to dobrze? Gdyby źródło miało taki sam wykop, pewnie mielibyśmy już za dużo tego szczęścia. Brzmienie mogłoby się stać zbyt ostre, nerwowe i ofensywne. A tak dostajemy bardzo mocny, dynamiczny wzmacniacz i neutralne, dojrzałe źródło do kompletu. Ostateczny efekt jest znakomity, a że 90% charakteru brzmienia leży po stronie integry? Z tego powodu można się tylko cieszyć, bo ostatecznie każdy może podłączyć do niej więcej, niż jedno źródło. Jeśli do systemu dołożymy przetwornik, gramofon lub streamer, nie stracimy energii i rozdzielczości dźwięku. No chyba, że podłączymy coś naprawdę podłego. 

Przez kilka dni testu zdążyłam się przyzwyczaić do dźwięku Exposure'a. Zestawiając elektronikę z różnymi kolumnami zawsze czuło się firmowy charakter tego zestawu. Brytyjski system gra właściwie ze wszystkim, a jego znaki rozpoznawcze to liniowe pasmo, wystrzałowa dynamika, neutralność barwowa, szybkość i detaliczność. Wystarczy zadbać o adekwatnej jakości kolumny, okablowanie i akcesoria. Uważałabym tylko z kolumnami o zbyt ofensywnym brzmieniu, celując raczej w coś o cieplejszej barwie. Efekt murowany, a prawdopodobieństwo wpadki niewielkie.

Czytaj pełną recenzję na stronie internetowej StereoLife