Recenzja Exposure MCX - Audio

"Oryginalna" firma Exposure, prowadzona przez jej założyciela gdzieś do początków XXI wieku, była ciekawym połączeniem małej skali produkcji, skromnego parku maszynowego, w pewnych aspektach wręcz prymitywizmu, z wyjątkowym talentem i charyzmatycznością Johna Farlowe, który wykreował markę znaną na całym świecie. Możliwości "charyzmatycznego modelu rozwoju" wyczerpują się jednak wraz siłami twórcy marki, pozostaje jednak jej bardzo wysoka wartość i jej dorobek. Wtedy do gry wkraczają inwestorzy, często dalekowschodni, którzy mają dość pieniędzy, żeby zadowolić poprzedniego właściciela i dać fi rmie "kopa". W przypadku Exposure nie byli to Chińczycy, lecz Malezyjczycy, którzy kilkanaście lat temu kupili Exposure, nie tylko po to, aby kontynuować produkcję wcześniejszych modeli, ale aby znacznie rozwinąć ofertę - i to w obydwie strony. Dwadzieścia lat temu Exposure nie miało w "katalogu" (w ogóle chyba nie miało drukowanego katalogu...) tak tanich pozycji, jak odtwarzacz i wzmacniacz serii 1010, ani tym bardziej takiego hi-endu, jak system MCX.

 

Odsłuch

Formalnie obiektem testu był cały system, złożony z odtwarzacza, przedwzmacniacza i pary końcówek mocy; nie zamierzałem oceniać oddzielnie jego poszczególnych komponentów, ale dla porównania wziąłem wzmacniacz TacT Millenium mk IV, i... najtańszy zestaw Exposure, przedstawiany niedawno w Audio "1010".

Zestawienie wygląda prowokacyjnie, przecież zestaw "1010" kosztuje, nomen omen, dziesięć razy taniej niż MCX... Czy chciałem sprawdzić, jaka "przepaść" dzieli urządzenia z obydwu skrajów oferty? Ten wątek jest generalnie niebezpieczny, a co najmniej niepoprawny "politycznie", tego się nie robi, o tym się nie pisze, skupiając się zwykle na testowaniu i porównywaniu urządzeń z określonego pułapu cenowego. Podobnie zresztą postępują sami audiofile, nie tracąc czasu (a może i trochę bojąc się) takich "bezproduktywnych" konfrontacji, skoro celem ma być wybranie urządzenia z określonej "półki".

Żaden rezultat takich porównań nie ucieszyłby wszystkich, czego chyba nie trzeba tłumaczyć. Może jednak bardziej niż spotkanie z przepaścią, intrygowało mnie ustalenie wspólnego mianownika dla najtańszego i najdroższego systemu Exposure. Jest nim dynamika, spójność, swoista "prostolinijność", mocne wyodrębnienie dźwięków pierwszoplanowych, przekaz czytelny i nieprzekombinowany.

"Mały" system Exposure MCX gra dziarsko, ale wcale nie nazbyt jasno; jego brzmienie ma przyjemnie, bo dość nisko, ulokowany środek ciężkości. Ale dopiero duży system pokazuje, co to znaczy "konsystencja". Brzmienie jest zdecydowanie gęściejsze, nie jest to wrażenie sporadyczne, wychwycone po dłuższych próbach. Od razu uderza masa, chociaż "uderza" nie jest najlepszym słowem; również nie przygniata, a raczej pojawia się przed nami - dużymi bryłami poważnych, a równocześnie energetycznych dźwięków.

Exposure MCX ma siłę, krzepę, jest zdrowy, sprawny, chociaż nie robi pełnej akrobacji - nie wywija detalicznością, nie siecze, nie zacina, a na basie też nie wywija twardymi uderzeniami. Czuć moc, swobodę, ale bez żadnej porywczości. Pozorne źródła są duże, plastyczne, nasycone; są wręcz "nabite", jak mocno nabita poduszka. Z jednej strony to brzmienie trochę miękkie, przecież nie ma tu wrażenia "deski", jakie pojawia się w działaniu niektórych wzmacniaczy dużej mocy, które "młócą", z drugiej strony nie jest to rozmemłanie, ani tym bardziej powściągliwość.

To brzmienie z bardzo mocnym, dojrzałym zakresem niskotonowym, które dodane do kolumn o podobnej charakterystyce, może już spowodować nadmiar basu - chociaż do dużych pomieszczeń może się to okazać połączeniem idealnym, tym bardziej, że całe brzmienie oparte jest na koncepcji stabilnej, naturalnej "obecności", realistycznej sceny dźwiękowej, wygrywającej z rozproszeniem i rozległą przestrzennością.

W dużych pomieszczeniach problem rezonansów i odbić, degenerujących stereofonię, wyraźnie pogarsza efekty działania nawet bardzo drogich systemów, i Exposure z sytuacji beznadziejnych nas nie wyratuje, zresztą odrobinę więcej ma tu do powiedzenia dobór i ustawienie głośników, ale specyfika Exposure MCXcokolwiek pomoże - to brzmienie jest dalekie od rozjaśnienia i jazgotliwości, zostaje zorganizowane na scenie, która nie będzie imponować rozmachem, za to pozorne źródła są już duże i naturalne - a zwykle nienaturalność wynika z ich zmniejszenia.

Brzmienie systemu Exposure MCX ma dużo substancji, mniej zwraca uwagę kreską i szczegółami, ale bardzo wysoka rozdzielczość, procentująca niezwykłą naturalnością, przejawia się w jeszcze inny sposób, wyrafinowany a jednocześnie urzekający; kiedy na którejś z płyt, używanych przeze mnie nie po raz pierwszy do testu, pojawił się znany mi fortepian, jeszcze nigdy uderzenia w klawisze nie miały tak pięknie i przekonująco oddanego dotknięcia palców w kość słoniową, tej gładkości i delikatności.

Tych wrażeń oczywiście wprost nie słychać, ale takie skojarzenia rodzą się właśnie przy bardzo bogatym, bliskim ideału wybrzmieniu, w którym pojawiają się dźwiękowe "cząstki elementarne", które znamy z natury, gdy sami siadamy za fortepianem i choćby niezdarnie próbujemy coś zagrać (chyba każdy gdzieś kiedyś próbował) - i wtedy, gdy czujemy dotyk klawiszy, powstają dźwięki... a potem słuchając płyt, oczywiście poznajemy fortepian, odróżniamy go od innych instrumentów, ale jak pokazuje Exposure, tylko najlepszy sprzęt otwiera w naszych wspomnieniach szufl adki z takimi wrażeniami.

Plastyczność jest wybitna, to wręcz hiperplastyczność, górująca nad szczegółowością; zarazem różnicowanie barwy i faktur jest bardzo dobre. Perkusja jest potężna, "stopa" ma imponujące cielsko, przecież wielkości nie słychać, a jednak siła wybrzmienia pomaga takiej iluzji. Bas potrafi przejść "prądem" najniższych częstotliwości, które w słabszych wzmacniaczach nie tyle są gaszone, co rozmiękczane i pozbawiane energii. 

Dobre brzmienie systemu, które nigdy nie może być dosłownie idealne, to sztuka proporcji. Te proporcje, dla wrażenia naturalnego brzmienia, też mogą być różne, choć jest w tym jakiś paradoks. Exposure tworzy przecież jednoznaczną, bardzo charakterystyczną kompozycję, na bardzo solidnych fundamentach, stabilną, masywną, choć wcale nie surową. Nie jest to brzmienie ani piorunująco szybkie, ani filigranowe, a zapewnia zarówno emocje, jak i komfort - ponieważ ma w sobie siłę dużych instrumentów, ma harmonię, a detaliczność ukazuje nie jako ostrość, lecz jako otoczkę, bogactwo wybrzmienia podstawowych dźwięków.

Wyraźnie inaczej grał wzmacniacz Millennium. Nie będę go tutaj opisywał, przecież to nie jego test, ale wspomnę tylko dla ustawienia perspektywy, z jakiej można oceniać Exposure. Millennium znam doskonale, jednak ważne było, że zagrał obok Exposure w tym samym miejscu i czasie, na tych samych kolumnach; dopiero to porównanie upoważniło mnie wniosków, jakie już przedstawiłem powyżej, do scharakteryzowania Exposure jako wzmacniacza grającego wyjątkowo potężnie i gęsto; Millennium gra przy nim lżej, zwinniej, subtelniej, z dystansu, z głębszą sceną i mniej eksponowanym pierwszym planem. Millennium ma bas szczuplejszy, szybszy, ale z mocnym, twardym "rdzeniem"; Exposure to przy nim mocarz, ale poruszający się trochę wolniej.

Jest to brzmienie bardzo "analogowe"; bogate, barwne, pełne, soczyste, nie mające żadnych problemów z suchością, metalicznością, ostrością; być może wraz z gramofonem analogowym, byłby to już raj na Ziemi, ideał w takim gatunku, więc każdy, kto dąży do podobnego celu, powinien pójść tą drugą do końca; z drugiej strony, nawet bez gramofonu, system Exposure czaruje tak mocnym, naturalnym, plastycznym dźwiękiem, że i tak stoi on zdecydowanie po stronie "analogowości", jest więc perfidnym, ale skutecznym sposobem, aby nie zawracać sobie głowy winylami, dostając i tak dużą porcję zalet typowych dla ich dźwięku - a przecież żadnych wad!

Takie myślenie nie zaprząta nieustannie mojej głowy i nie oceniam brzmienia pod kątem "analogowości" czy "lampowości", ale w tym przypadku specyfika Exposure MCX była bardzo wyrazista i sugestywna. Ostatecznie jednak to wielki system o wielkim brzmieniu. Czy o wielkich możliwościach? Nowoczesne audio oczekuje większej funkcjonalności i otwarcia na pliki, w pośredni sposób system ten jest otwarty (wejścia do DAC-a odtwarzacza), ale nie ma sensu twierdzić, że to system "ultranowoczesny". To system ultrasolidny, w ramach koncepcji, którą nazwałbym "konserwatywna plus". Ale prawda jest też taka, że wciąż wystarczy to wielu użytkownikom, bez względu na budżet, jaki przeznaczają na system stereo.

Czytaj pełną recenzję na stronie internetowej Magazynu Audio