Recenzja Exposure 3010S2 AMP - Hi Fi i Muzyka

Założony w 1974 roku przez Johna Farlowe’a, Exposure od początku poważnie traktował przyszłych użytkowników. Po starannym zaprojektowaniu wzmacniaczy, użyciu do ich budowy pierwszorzędnych komponentów, przeprowadzeniu pomiarów, ostateczna decyzja o skierowaniu prototypów do produkcji zapadała po odsłuchach. I to nie byle jakich! W procesie dostrajania uczestniczyli m.in. Pink Floyd oraz David Bowie. John Farlowe nie zamykał się jednak wyłącznie w rockowym światku, a następne lata potwierdziły renomę wzmacniaczy Exposure jako urządzeń wysokiej klasy, obdarzonych dużą dawką muzykalności.

 

O ile w przypadku urządzeń budżetowych nietrudno zabłysnąć na tle konkurencji, to w przedziale 4-8 tysięcy flagowy 3010 S2 musiał się zmierzyć z godnymi przeciwnikami. I wyszedł z tej konfrontacji z tarczą. Gdyby nie... ale nie uprzedzajmy faktów.
Brzmienie było spójne, konkretne i rzeczowe, nie pozbawione jednocześnie emocjonalnego podejścia do nagrań ani muzykalności.
W utworach wielkich mistrzów baroku było po prostu normalne, tak jakbym chciał, żeby brzmiały ulubione płyty. Bez podkreślania przełomu średnicy i wysokich tonów, często mylonego z detalicznością, ani bez nadmiernego akcentowania basu. Im jednak dłużej wsłuchiwałem się w dźwięk angielskiego urządzenia, tym wyraźniej dostrzegałem jego charakterystyczne cechy.

Uwagę zwracała budowa sceny. Zaczynała się na linii łączącej kolumny i rozchodziła wachlarzowo w tył. Źródła pozorne były lokalizowane dokładnie, a największe wrażenie robiły pod tym względem chóry. Wirtualni śpiewacy stali wyraźnie z tyłu i na podwyższeniu, jak na prawdziwym koncercie, i choć nie można było jeszcze mówić o separowaniu pojedynczych głosów, to szeroko rozstawione kilkunastoosobowe grupy nie zmieniały się w zbitą kupę dźwięków.
Niskie tony Exposure’a nie schodziły tak głęboko, jak u Cyrusa, za to sprawiały wrażenie barwniejszych i bardziej urozmaiconych. Bas był mocny, konturowy i bardzo rytmiczny. W nagraniach organowych zabrakło subsonicznego pomruku, ale budowa sceny w pełni to wynagrodziła.

Czytaj pełną recenzję na stronie Magazynu Hi Fi i Muzyka