Recenzja Exposure XM5 - wstereo.pl

Coraz więcej firm oferuje klasyczne urządzenia audio zamknięte w małych, kompaktowych obudowach. W dodatku stara się, aby były one bogato wyposażone i spełniały różne funkcje. Tak jest w przypadku Exposure – brytyjskiego producenta i jego wzmacniacza z wbudowanym DAC i preampem gramofonowym. Przeczytajcie, jak wypadł w teście Expoesure XM5. To jedna z tych marek, która od razu kojarzy się ze złotymi latami brytyjskiego hi-fi: dobrego, solidnego, po inżyniersku skonstruowanego i nieco konserwatywnego. Wielka Brytania jest dumna z Exposure a Exposure jest dumny z Wielkiej Brytanii – do dziś na pudełkach, w których dostarczane są klocki tej firmy, oprócz zwykłej taśmy klejącej, używa się także takiej z wizerunkiem brytyjskiej flagi. To o czymś świadczy! Exposure to brytyjska firma znana chyba każdemu miłośnikowi dwukanałowego audio. Jej najbardziej znanymi produktami są wzmacniacze i odtwarzacze przystępne cenowo, ale oferujące bardzo dobre brzmienie, choć w ofercie są także komponenty hi-endowe. Powstała w 1974 roku, założył ją John Farlowe. Firma chwali się, że w odsłuchach towarzyszących projektowaniu ich urządzeń brali udział słynni muzycy, miedzy innymi z grupy Pink Floyd oraz David Bowie. Oferta Exposure jest kompletna, możemy kupić odtwarzacze CD, przetwornik cyfrowo analogowy, wzmacniacze zintegrowane i dzielone (preamp plus końcówka mocy lub monobloki), przedwzmacniacze gramofonowe. Urządzenia pogrupowane są w serie: 1010, 2010, 3010, MCX i najnowsza XM. To z tej ostatniej pochodzi testowany wzmacniacz XM5.

Urządzenia tej brytyjskiej marki kojarzą się zwykle z brzmieniem rytmicznym, szybkim, dynamicznym. I taki jest też „mały” Exposure XM5. Żywość, wigor, rytm – te słowa od razu przychodzą na myśl w czasie słuchania tego wzmacniacza. To niewielkie urządzenie aż rwie się do grania, czeka tylko na sygnał ze źródła, żeby zacząć wyrzucać z siebie dźwięki pełne energii. Pod tym względem to naprawdę rasowy piec robiący doskonałe wrażenie. Test Exposure XM5 wykazał również, że nie ma on też problemów z oddaniem skali muzyki. Prócz tego, że pędzi jak szalony, to potrafi także w odpowiednim momencie solidnie „przyładować”. Elektroniczne uderzenia grupy Kirk czy popisy rockowych klasyków z Black Sabbath, Rush czy Led Zeppelin wypadły naprawdę godnie, nie czuło się kompresji ani niedosytu. W bardzo dobrym oddaniu rytmu i pulsacji muzyki pomaga wzmacniaczowi dobra rozdzielczość dźwięków i panowanie nad wybrzmieniami. Poszczególne kontury rysowane są wyraźnie i ostro, bez zbędnego rozmycia (może poza najniższym basem), wybrzmienie poszczególnych dźwięków ucinane są szybko i skutecznie. Wzmacniacz trzyma wszystko w ryzach i nie pozwala muzyce na wyskoki. Na pewno znajdą się słuchacze (miłośnicy jazzowego trio, klasycznych duetów czy fortepianu solo), którym bardziej podobałoby się dłuższe podtrzymanie dźwięku, jego większa gęstość, ale większość będzie zadowolona z Exposure takiego, jakim jest.

Czytaj pełną recenzję na stronie internetowej magazynu wstereo.pl